środa, 23 kwietnia 2014

Gorączka Świateczna.

   Lubie planować. Planuje wszystko. Mam w domu miliony długopisów, karteczek, kartek, notesów. Jak dobrze nie rozpisze planu to polegnę .. Zawsze wszystko spisywałam. Każdy pomysł, każdy szczegół. Albo zwykłe notatki, listy co zrobic itp albo jakieś pamiętniki tip. Tylko dla mnie zrozumiałe. Tak mi zostało do dziś ... przed ślubem miałąm mega segregator i mnóstwo zapisków. Przed urodzeniem dziecka tak samo. Mamy w planach zakup własnego kącika i na to także już jestem przygotowana... ;) takie mam zboczenie. Co zrobić...

  ( źródło: www.stressfree.pl )

   Na święta i uroczystości także robie takie listy. Każdy dzień dokładnie zaplanowany troche wcześniej, żeby nic nie robić na ostatnią chwilę bo tego nie lubię. żeby niczego nie zapomnieć. Mieć czas na spokojnie... Tak. Ale życie wszystko weryfikuje. Także takie super ambitne plany. Byle katar i jest chorobe. Najpierw młodociany później, jak zwykle ja... W najgorszym dla mnie momencie czyli tydzień przed świetami. I tak oto całe planowanie diabli wzięli... Gorączka, zatkane zatoki, zatkane uszy, osłabienie i podziębione dziecię. Kto bardziej marudny - nie wiem ! Bywa i tak... Serio ! Brak słow .. Mąż praca zmianowa i akurat na taka sytuacje wypadaja popołudnia czyli cały dzień w pracy... Zostajemy sami. Zasmarkani, marudni bez szans na sprzatnięcie domu na świeta. W dzień ostatni przed świetami nadciąga ocalenie - poprawa. I tak oto wszystko w minutę ... Niewykonalne ale możliwe. Bo kto jak to ale matka potrafi ! (?) Co widać sie sprzątnie co nie to ukryje - dokonczy po świetach. Bywa i tak ...

( źródło: www.polki.pl )
   

   Świeta. Czas rodzinny. Czasem bardziej wyczekiwany, czasem mniej. Zawsze niesie ze soba komplet emocji i uczuć. Nie będzie w poście tylko o kolorowych pisanka i uśmieszkach. Będzie życie. Szczęście, strach i łzy. Bo tak u nas wyglądają święta. Nie landrynkowo... Nie bajecznie... Czasem fajnie, ale zawsze z nutka smutku, łez. Dla mnie świeta pierwsze od 5 lat aż tak rodzinne, dla lubego pierwsze aż tak spokojne i nerwowe zarazem. Chociaż nerwowe co roku. Tak już ma ... Prawie jak tradycja. Wielkie małe przygotowania ograniczone do minimum dały komfortowe efekty - dla mnie rzecz jasna jako jedynej świadomej uchybień... Nie. Spokojnie ! Nie jestem perfekcjonistką !!! JA tylko uwielbiam porządki na święta jako tę konkretne dwa razy w roku, Ot co. Dalekie od perfekcji.



   Po świętach dodatkowo ubarwionych urodzinami teścia ciąg dalszy atrakcji. Wydłużony, przymusowy odpoczynek (...?) u teściów. Niby ok bo na dworze młodociany cały dzień, Niby ok bo spokojnie i wesoło dzięki wizycie chrześniakó. Ale jednak daleko od domu i nie u siebie. Co gorsza połowy rzeczy brak lub zapomniane... a to juz katastrofa kiedy pogoda płata psikusa i dziecię ubrane w kurtke trzeba ubrać lżej a nie ma w co ! Katastrofa.... Ale trzeba sobie radzić. Nie można narzekać, Bo przecież moja wina... Bo przecież ja pakuje...Bo ja musze przewidzieć, przeanalizować i zapamietać ... Musze być matka, meteorologiem i jasnowidzem. Nie ma zmiłuj ... Jak żyć ?!

( źródło: www. pinger.pl )


   Opanowałam umiejętnoś spokojnego przyjmowania uwag ( dość częstych i regularnych, powtarzalnych w otoczeniu) i nie wariowania. Nie zawsze ale już coś. Moja mantra? " Rób swoje to tylko słowa" ... Albo " Matka wie najlepiej"... A czasem " Niech sobie gadają... Ja zrobie swoje!" Kiedy już mantra nie pomaga ... Trudno. Wybucham. Raz na sto lat ale każdemu sie zdarzy nie? Ja też moge... Każdy może !

   I o co tyle krzyku?
( źródło: www.pinger.pl)